Chryste, jak się zmieniłeś! A z panem twoim jak jesteś? Przynoszę mu podarek. Jak teraz z nim jesteś?
LANCELOT
Tak, niezgorzej. Ale co do mnie, kiedy już na tym stanęło, że mam dać drapaka, nie stanę, aż dobry kawał ziemi udrapię. Prawdziwy Żyd z mojego pana. Przynosisz mu podarek? Przynieś mu stryczek. Uschłem na jego służbie; mógłbyś mi wszystkie palce żebrami porachować77. Rad jestem, ojcze, że przyszedłeś: daj twój podarek pewnemu panu Bassanio; to mi pan, który daje przepyszną nową barwę78! Jeśli u niego służby nie znajdę, będę pędził, póki mi ziemi stanie79. Co za szczęście! To on się zbliża. Do niego, ojcze, bo jestem Żydem, jeśli temu Żydowi służyć będę dłużej.
Wchodzi Bassanio, za nim Leonardo i służba.
BASSANIO
Możesz tak zrobić; staraj się tylko, żeby wieczerza była gotowa najpóźniej na godzinę piątą. Odeślij te listy, komu trzeba, daj barwę do roboty i proś Gracjana, żeby natychmiast do mnie przyszedł.
Jeden ze sług wychodzi.
LANCELOT
Mówże do niego, ojcze!