Jessico, jestem na obiad proszony.

Weź moje klucze. Ale czemuż idę?

Z pochlebstwa proszą mnie, a nie z przyjaźni.

Lecz pójdę jednak, pójdę z nienawiści,

Rozrzutnych chrześcijan pójdę jeść fortunę.

Ty, moje dziecko, dobrze pilnuj domu.

Z niechęcią idę; dla mej spokojności

Jakieś tu groźne warzy się nieszczęście,

Bo mi się śniło o workach pieniędzy.

LANCELOT