Gnany zalotnych wiatrów uściskami;

Ale powraca jak syn marnotrawny,

Z podartym żaglem, z piersią skołataną,

Obdarty z bander przez swych zalotników.

Wchodzi Lorenzo.

Otóż Lorenzo. Później więcej o tym.

LORENZO

Ach, przyjaciele, przebaczcie spóźnienie;

Nie mnie, lecz moje wińcie interesy.

Kiedy kraść żony kolej na was przyjdzie,