BANKO

Weź miecz mój. — Niebo, myślę, przez oszczędność

Wszystkie swe lampy zgasiło. — I to weź.

Senność, jak ołów, cięży mi na oczach,

A spać bym nie chciał. Litosne potęgi,

Brońcie mnie, proszę, od myśli przeklętych,

Którym natura we śnie daje przystęp! —

Daj mi miecz.

Wchodzi Makbet i Sługa z pochodnią.

Kto tam?