W swoim by niebie nie ostał spokojnie.

Lada urzędnik słaby, karłowaty,

Wiecznym by grzmotem niebiosa ogłuszał.

Grzmoty! Wciąż grzmoty! Miłosierny Boże,

Ty częściej swoim siarczystym piorunem

Kruszysz pień dębu twardy i sękaty

Niż gibkie mirtu gałązki, lecz człowiek,

Dumny potęgą na chwilę mu daną,

A swojej szklanej niepomny kruchości,

Jak małpa w gniewie, przed wysokim niebem,