Nie jesteś stałe, każdy bowiem księżyc

Dziwne przemiany w tobie wywołuje.

Jesteś ubogie, choć bogactwa dzierżysz,

Bo jako osieł pod złotem się gnący

W krótkiej podróży niesiesz ciężkie skarby,

Aż śmierć je zdejmie; nie masz przyjacieli,

Bo twe wnętrzności, które zwą cię ojcem,

Ten czysty wypływ własnych swoich lędźwi,

Klną trąd, podagrę, febry i katary,

Że tak powoli do końca cię wiodą;