Śmiech nas brał, patrząc na ciężarne żagle,

Wydęte tchnieniem rozpustnych wietrzyków;

A ona, pięknym swym płynącym chodem

(W łonie nosiła wtedy moje chłopię),

Po złotym piasku wybrzeża żeglując,

Naśladowała chyżej90 nawy podróż,

I niosła, niby z powrotem, drobnostki

Jak drogi towar z dalekiej podróży.

Śmiertelna, zgasła powijając syna;

Dla jej miłości syna tego chowam,