Gardzę twą ucztą, twój obiad mnie dławi,
Bo ci pochlebiać nie jest moją myślą.
Boże! Tłum jaki pożera Tymona!
On tylko jeden tego nie spostrzega!
Z boleścią patrzę, kiedy w krwi jednego
Tylu chleb macza, a on jak szalony
Sam ich do tego krzykiem swym podszczuwa.
Dziwna, że ludzie śmią ludziom zawierzać,
Gdy ich powinni zapraszać bez nożów;
Ich uczta równie na tym by zyskała