Dotknął mnie ciosem od śmierci straszniejszym,

Bo stoję teraz jak żeglarz na skale,

Co mórz otoczon pustynią bez końca,

Widzi, jak fala po fali się wzdyma,

Czeka co chwila, aż bałwan ostatni

Słoną, łakomą połknie go gardzielą.

Moi synowie na śmierć szli tą drogą,

Wygnany tułacz tu, syn trzeci, stoi,

A tam nad moim losem brat płaczący;

Lecz dla mej duszy boleść nad boleści