MARKUS

O Boże, cnoty jęk cię dolatuje,

A nad jej losem nie czujesz litości!

Lecz czuwać muszę w jego obłąkaniu

Nad tym, co w sercu więcej ma ran smutku

Niż na swej tarczy cięć nieprzyjacielskich,

A w uczciwości swojej mścić się nie chce.

Ty więc, o Boże, bądź jego mścicielem!

Wychodzi.

SCENA DRUGA