Zgięte kolana, westchnienia żałosne,

Głębokie jęki, ni łzy srebrnopłynne

Zdołały wzruszyć nieczułego ojca.

Umrze Walencjo, jeśli da się schwytać.

Przy tym jej prośby tak go rozjątrzyły,

Gdy o twój powrót błagała pokornie,

Że do ścisłego więzienia ją wtrącił,

Gorzko jej grożąc, że zeń już nie wyjdzie.

WALENCJO

Dość, chyba słowo następne, co rzekniesz,