Soloną rybę, on zaś ją z zapałem
Wyciągnął.
KLEOPATRA
Czasy! Oj, te czasy! Śmiech mój
Wytrącił go zupełnie z cierpliwości,
Wieczorem znów cierpliwość mu wróciła
Przy moim śmiechu. Następnego ranka
Tak go spoiłam, że już przed dziewiątą
Do łóżka poszedł. Wtedy go ubrałam
W me szaty i okrycia, za to sama