Merkucio. Brawo! pielęgnuj mi ten dowcip, ażeby, skoro
ci się do reszty zedrze podeszwa u trzewików, twój
dowcip mógł tam po prostu figurować.

Romeo. O! godny zdartej podeszwy dowcipie! O! figuro
pełna prostoty, z powodu swego prostactwa!

Merkucio. Na pomoc, Benwolio! moje koncepta dech
tracą.

Romeo. Pejczą je i ostrogą! pejczą je i ostrogą, inaczej
nazwę je hetkami.

Merkucio. Jeżeli twój dowcip poluje na dzikie gęsi, to
kapituluję; bo on ma więcej kwalifikacyi ku temu, niż
wszystkie moje umysłowe władze. Czy ja ci się zdaję
na to, żebym miał z gęsiami do czynienia?

Romeo. Tyś mi się nigdy na nic nie zdał, wyjąwszy, kiedy
miałem do czynienia z gęsiami.

Merkucio. Za ten koncept ugryzę cię w ucho.

Romeo. Chyba udziobiesz!

Merkucio. Twój dowcip jest gorzką konfiturą, dyabelnie
ostrym sosem.

Romeo. Stosownym do gęsi.