Marta. Poczciwości! oświadczę jej to, oświadczę. Niebożę,
nie posiędzie się z radości.

Romeo. Co jej waćpani chcesz oświadczyć? Nie wiesz, co
mówić miałem.

Marta. Oświadczę jej, że pan dajesz randewu; co jest,
jeżeli się nie mylę, ofiarą godną prawdziwego szlachcica.

Romeo. Powiedz jej, aby, pod pozorem spowiedzi, przyszła
za parę godzin do celi Ojca Laurentego: tam ślub
weźmiemy. Oto masz waćpani za swoje trudy.

Marta. Nie, panie; ani fenika.

Romeo. No, no, bez ceremonii.

Marta. Za parę godzin więc; dobrze, nie zaniedba się
stawić.

Romeo. Waćpani staniesz za murem klasztornym,
Tam ci mój człowiek przyniesie drabinkę
Z sznurków skręconą, która mi w noc późną
Do szczytu mego szczęścia wstęp ułatwi.
Bądź zdrowa! Wierność twa znajdzie nagrodę.
Poleć mię swojej młodej pani.

Marta. Niech wam Bóg błogosławi! Ale, ale...

Romeo. Cóż mi waćpani jeszcze powiesz?