Pani Kapulet. Wiem-ci ja dobrze, wiem: umiał jegomość
Swojego czasu myszkować; lecz teraz
Ja czuwam nad tem, abyś pan nie czuwał.
(Wychodzą pani Kapulet i Marta).
Kapulet. Zazdrosna sztuka!
(Wchodzą słudzy z różnymi, koszami i drzewem).
Hej! co tam niesiecie?
Pierwszy sługa. Rzeczy do kuchni, ale nie wiem jakie.
Kapulet. Śpiesz się.
(Wychodzi służący).
Idź wasze suchszych szczap narąbać;
Piotr ci kloc wskaże po temu.
Drugi Sługa. Jeżeli
O kloca idzie, to dość mnie samego;
Nie potrzebuję się zwracać do Piotra.