Zakonną suknię przywdziała jak wdowa,

I prostym płaszczem okryła ramiona.

Znali ją przedsię i czcili poddani,

I hołdy nieśli nie sukni, a pani.

Było to w jesień — pięknego coś rana,

Jak to się mówi, w dzień babiego lata.

Wyszła dnia gwiazda, otyła, rumiana,

Lecz bez uśmiechu, coś jakby zaspana,

Zimno spojrzała na obszary świata.

Siwizną wieku szron oblekł naturę,