z Sudetów, żułem korę z głodu. Na klepisku

jak bydlę konałem, ja syn Józefa, stolarz

jak postrzelona kuna w lesie na klepisku

i nie wyniuchał esesmański pies stolarza.

W rynnie pod mostem dziękowałem Stróżowi,

że mnie nie zawiódł do płonącej Warszawy,

co paliła się jak stodoła. Nie było kamyka,

którego nie podeptał wojskowy but. Uciekałem

na furmance, za pazuchą mój Anioł Stróż

heblował mnie na człowieka, mnie stolarza.