zwinięte w zbożach kuropatwy nabierałeś na wnyki;
bażanty pozbawiałeś godowej maści i powietrza,
stare liliputki naciągałeś na miedziane szkielety,
czyste wnętrza kun faszerowałeś watoliną,
ojcze, którego odnalazłam, niech mnie pamięć myli,
na liście Wildsteina, który na portierni szkoliłeś
robotników, aby kasowali w datownikach karty pracy
jak chore, białe języki, odźwierniku posyłający
papier na sponiewieranie, biegający na pochody,
na zabawy, na odpusty, Don Juanie wiejski,