uczciwego Marka Bystrego na sołtystwie w Podborzu w starostwie naszym samborskim utrzymujemy i zatwierdzamy, dekreta pobożnej pamięci przodków naszych konfirmujemy i aby jako possessor privilegiatus tegoż sołtystwa w spokojnym posiadaniu był zostawiony, rozkazujemy i mieć chcemy.
Przeczytałem raz; kazał ojciec czytać drugi raz, przeczytałem znowu; kazał trzeci raz, a zawsze składał przy tym ręce jak do modlitwy i słuchał jak świętej Ewangelii, że prawie temu końca nie było. Jużem cały dekret prawie na pamięć umiał, aż ojcu nareszcie dosyć było samego dekretu, tylko kazał sobie powtarzać jeszcze słowa łacińskie: possessor privilegiatus, ażby je zapamiętał.
— Possessor privilegiatus! Possessor privilegiatus!215 — powtarzał ciągle i pytał: — Co to znaczy?
— Trzeba się zapytać pana Zachnowicza — mówię — ale jako się domyślam, to pewnie coś takiego, jak auriga regius, którym was Król Jegomość mianował swego czasu w Janowie.
— Tak to pewnie będzie! — rzecze ojciec, a oczy mu łyskają od wielkiej uciechy. — Auriga regius! Possessor privilegiatus!
I powtarzając ciągle te łacińskie słowa, pobiegł z pismem do pana Zachnowicza, aby się jeszcze lepiej upewnić, czy to naprawdę jest dekret na sołtystwo. Powrócił rozradowany, machając dekretem jak mieczem i ciągle tylko wołając:
— Possessor privilegiatus!
— Nie widziała sowa słońca, zagorzała od miesiąca — rzecze Matysek trochę markotny. — Już wy teraz, Marku, nic nie widzicie i nic nie słyszycie z hardości wielkiej, a jako to Matysek sprawił, że dekret jest, tego to nikt nie ciekaw ani wdzięczen! Polazła wdzięczność do nieba i drabinę z sobą zabrała.
— Głupiś ty, Matys, niedobrze ciebie rybałtem nazwano — rzekł ojciec już niedobry. — Albożeś to ty dekret podpisał, że najpierw tobie wdzięczen być mam, a potem królowi! Tom ja w radości mojej jeszcze Panu Bogu nie podziękował! Ale chodźże, Matysku, nie bądź mi markotny; Bóg widzi, jakom ci w sercu moim wdzięczen, żeś mi w sam czas taką pociechę sprawił, bom już od tego frasunku i jeść, i spać przestał.
— A ja spał, tylkom nie jadł jeszcze — mówi Matysek, kiedy go mój ojciec ściska i w głowę jak syna całuje.