— Kto miał przyjaźń z tym Kozakiem, Semenem Bedryszką? Kto z nim napadł na gościńcu Żyda Mordacha? Kto to zrabował, co Żyd miał przy sobie? Kto zakopał i wykopał?
— To jest sprawa Kozaka, a nie moja; jam nikogo nie napadł i nie zrabował. Szukajcie sobie Semena, kiedy wam go trzeba.
— A coś ty w lesie wykopał? — zapytał nagle Fok i położywszy obie dłonie na moje plecy, tak ostro utkwił we mnie oczy, jakby mnie aż do duszy chciał przeniknąć.
Wytrzymałem jego spojrzenie, anim mrugnął, i mówię:
— Nic.
— A jam to „nic” widział — zawołał Fok już bardzo niecierpliwy — na własne oczy widział, bom cię przecie zaszedł na tym w lesie! Co to za rzecz była w tym skórzanym mieszku?
Sunąłem niemy jak słup, kiedy mi to powiedział, bom dotąd pewien był, że ani on, ani postarości, ani Kajdasz nie widzieli, żem ów mieszek chował w zanadrze.
— Co to było? — woła teraz surowo Fok, pewny, że mnie już ma.
— Nie wiem, o niczym nie wiem.
— Gdzieś to podział?