— Sumiennie gada! — rzekło paru.
— A jak wam bedzie słoneczko świeciło, to przecie na mój grunt nie poleje...
— Dyć każ-by!
— I ja sie wtedy, wicie, będę w polu uwijał.
Nic nie umieli odpowiedzieć.
Wszystkim przypadały do serca rozumne słowa.
— To ci łeb! — mówili między sobą.
— Haraku! — krzyknął pisarz i spojrzał dumnie na obecnych. — W mig pojawiła się flaszka.
— O, tu mnie już nie upytacie — szepnął Cyrek i powstał.
— Każ uciekacie?