— Niech bedzie pochwalony!
— Na wieki wieków! Witacie kumotrze!
— Podź-cie dalej! Zeprzyjcie sie...
Przybyły kumotr zerknął ukradkiem po izbie i uśmiechnął się złośliwie.
— E dyć wy se tu jecie, jecie... a nic nie wiecie, co sie stało...
— Coz takiego?! — wrzaśli naraz wszyscy.
— No, coz takiego — cedził zwolna przez zęby uśmiechając się ciągle. — Nic takiego, ino wam sąsiadowe bydło wlazło do kapusty...
— Kaśka, Maryna, Józek! — wrzasnął stary.
Wszyscy naraz praśli o ziem łyżkami, poskakowali i zrobili taki ścisk we drzwiach, żeby palca między nich nie wsunął; porozbijali głowy o słupy lecieli kupą...
Chuderlawy chłopina wysunął się za nimi, wyszedł drugiemi drzwiami, a idąc chodnikiem na dół, trząsł głową i dusił w sobie cichy, złośliwy śmiech...