— Niech mają — szepnął. — Niech se ta łby pourywają...
Nad miedzą stanął, obejrzał się za okół. Wszyscy czworo chodzili po rządkach z oczami wbitemi w ziemię.
Od czasu do czasu podnosiła się wśród nich wrzawa i „psie pokuse” dolatywały uszu stojącego, którego wargi drgały tajonym śmiechem.
— Jak to chodzą milconie po kapuście! Bydło — to śpilka — nie uźry!... Alem ich wywiódł, ze nie dojedli... Ha! ha!
I poszedł na dół ścieżyną ku kościołowi.
A oni wszystkie rządki przeszli i nie zdołali znaleść śladu raci bydlęcych, z powodu których mogliby zacząć bitkę ze sąsiadem.
Źli powrócili do izby i poczęli się na nowo żreć pomiędzy sobą, sując se w oczy po kopie djabłów i więcej...
Tak bywa dziś i każdego dnia...