— Do nieba sie nie napiera... no powiedzcie! Co to za...
— Bo i zresztą — mruknął Cyrek — nigdybych sie nie dokołatał... darmo! — podniósł głowę. — To tak naprzykład: Ja wnoszę do starosty suplikacyę i wójt wnosi... To wójta pierwi przyjmą, posadzą na stołku, a ja muszę stać w sieni, burzyć sie i czekać.
— Sprawiedliwie! — kichnął wójt.
— Na zdrowie! — odpowiedzieli.
— Toż to — kończył Cyrek — prędzej wy uprosicie u Pana Jezusa pogodę, niżeli ja mizerny człek...
— Sumiennie gada! — rzekło paru.
— A jak wam bedzie słoneczko świeciło, to przecie na mój grunt nie poleje...
— Dyć każ-by!
— I ja sie wtedy, wicie, będę w polu uwijał.
Nic nie umieli odpowiedzieć.