Skoro wiatr nieco ucichnął, doleciały nas wyraźne słowa:

„Polana, polana

Bogatego pana —

Polanę skosili,

Pana obwiesili...”

Chłop spojrzał na mnie ciekawie.

— To, wicie, taka zwyczajna śpiewka... Nikt jej nie układa, ba, sama się rodzi, jako ten wiater co duje po lesie...

— Zwyczajna śpiewka! Ktoby pedział...

— Pasterze se śpiewają... Słyszycie-ino!

„Panowie, panowie