— Nie przylatują. Nie widać ich już bez trzy zimy.

— I tak żyjecie...

— A żyję, pokiela ino zdolę jeść, abo pokiela co najdę... Niektórym to sie ta i cnie takie życie. Jak i prefesorowi z Lubomierza...

— Cóż to za jeden?

— Dyć prefesór, taki wicie, co to dzieciska uczy...

— Ehem!

— On ta przyszedł do wsi, jak zwyczajnie biedny starowina. Juści gmina przyjęła go. Bedzie ta — pada — dzieciska w zimie poduczał i niech sie chowa do wóle Boskie...

— I chowa się?

— Dyć chowa. Bez zimę, pokiela uczy, żywią go, wicie, z koleje, z każdego numeru. Co im ostanie od jedzenia, to mu w garczkach donoszą, i żywi sie ta. W lecie zaś nikt o niego nie dba, bo dzieciska pasą, nie trza go.

— Płacy nie dostaje?