Hanka prasnęła motyczką i porwała się kiej338 ptak do lotu, ale się w mig opamiętała, opuściła podkasany wełniak i chocia339 ją ponosiło, chocia serce się tłukło, że tchu brakowało i ledwie poredziła340 przemówić, rzekła spokojnie jakby nigdy nic:
— Róbcie tu same, a na śniadanie przychodźta do chałupy.
Odeszła z wolna, bez pośpiechu, przepytując Józkę o wszystko.
Kobiety poglądały na się, do cna stropione jej spokojnością.
— Jeno la341 oczów ludzkich taka spokojna. Żeby się nie prześmiewali, co jej pilno do chłopa. Ja bym ta nie wytrzymała! — mówiła Jagustynka.
— Ani ja! Bych się jeno Antkowi nie zachciało nowych jamorów342...
— Nie ma już na podorędziu Jagusi, to może mu się odechce.
— Moiście! Jak chłopu zapachnie kiecka, to za nią w cały świat gotów.
— Oj prawda, bydlę się nie tak łacno narowi do szkody jak chłop niektóry...
Plotły, ledwie się już ruchając przy robocie, a Hanka szła wciąż jednako i jakby z rozmysłu pogadując z napotkanymi, chocia i nie wiedziała, co mówi ni co odpowiadają, bo w głowie miała to jedno, że Antek wrócił i na nią czeka.