— Wasz wróci, to se odpoczniecie.

— Już się do Częstochowskiej ochfiarowałam325 na Janielską, bych jeno326 powrócił. Wójt obiecował327 go na dzisia328.

— Z urzędu wie, to musi być, co i prawda. Ale latoś329 sporo narodu wybiera się do Częstochowy. Organiścina pono330 idzie i powiadała, co sam proboszcz poprowadzi kompanię!

— A któż mu to poniesie brzucho! — zaśmiała się Jagustynka. — Sam go nie udźwignie bez tylachny331 karwas332 drogi. Obiecuje, jak zawdy.

— Byłam już parę razy z kompanią, ale bym co roku chodziła — westchnęła Filipka zza wody.

— Na próżniaczkę333 kużden334 łakomy.

— Jezu! — ciągnęła gorąco, nie bacząc na przycinki. — A dyć to człowiek jakby szedł do nieba, tak mu jest w tej drodze lekko i dobrze. A co się napatrzy świata, a co się nasłucha, co się namodli! Jeno335 parę niedziel, a widzi się człowiekowi, jakoby na całe roki zbył się336 bied a turbacji. Jakby się potem na nowo narodził!

— Prawda, to łaska boska tak krzepi! Juści337 — przytwierdzały niektóre.

Od wsi, ścieżką nad rzeką, między szuwarami a gęstą, młodą olszyną, przemykała się ku nim jakaś dziewczyna. Hanka przysłoniła oczy od słońca, ale nie mogła rozeznać, dopiero z bliska poznała Józkę, która leciała, jak jeno mogła, już z dala krzycząc i wytrząchając rękami:

— Hanuś! Antek wrócili! Hanuś!