Dzieusze693 chciało się lecieć, to w mig uwinęła się z robotą i nim Hanka zalepiła piec, zabrała troje dwojaków694 z mlekiem, chleby we fartuszek i poleciała.
— Spojrzyj ta na płótno, czy wyschło, a z powrotem pomocz, jeszcze do zachodu przeschnie — zawołała oknem, ale Józka już była za przełazem, jeno piesneczka695 leciała za nią i ze żyta mignęła kiej niekiej696 konopiasta głowina.
Na podorówce pod lasem komornice rozrzucały gnój, jaki Pietrek dowoził, a przyorywał Antek.
Że zaś ziemia gliniasta, mimo niedawnego zbronowania, była spieczona i twarda, to skiby łupały się niby skały, a konie ciągnęły pług z takim wysiłkiem, jaże697 rwały się postronki.
Antek, jakby wrośnięty w imadła, orał zawzięcie zapomniawszy o całym świecie, czasem chlastał biczem po końskich portkach, a częściej jeno cmokaniem je przynaglał, gdyż do cna ustawały, robota bowiem była ciężka i znojna, ale kwardą698 i czujną ręką prowadził pług i rżnął skibę za skibą, kładąc posobnie699 szerokie, proste zagony, boć rola szła pod pszenicę.
Wrony łaziły bruzdami wydziobując glisty, zaś gniady źrebiec, szczypiący trawę po miedzy700, rwał się raz po raz do klaczy łakomie, sięgając matczynych wymion.
— Co mu się to przypomina, cycoń jeden — mruknął Antek śmigając go po kulasach701, że zadarł ogona i skoczył w bok, on zaś orał dalej cierpliwie, tyle jeno przerywając skwarną cichość, co się ta niekaj702 ozwał do kobiet, ale tak już był umęczony pracą i spiekotą, że skoro Pietrek nadjechał, krzyknął w złości:
— Kobiety czekają, a ty wleczesz się kieby703 szmaciarz!
— A juści, droga ciężka i koń ledwie już kulasami rucha.
— A po cóżeś tyla czasu stojał704 pod lasem? Widziałem.