— Byłam jeno u Płoszkowej Kasi. Wszystkie679 w polu, a chudzinie680 nawet wody nie ma kto podać.
— Cóż to jej, chora?
— Pewnikiem681 ośpica682, bo czerwona i rozpalona kiej683 ogień.
— A przynieś ze sobą chorobę, to cię dam do śpitala684.
— Juści, bom to już przy jednej chorej siadywała! Nie baczycie685, jakem to przy was dulczyła686, kiejście leżeli687 w połogu688. — I już trajkotała dalej po swojemu, spędzając muchy z ciasta i bierąc689 się do wygarniania węgli z pieca.
— Trza690 będzie ludziom ponieść podwieczorek — przerwała Hanka.
— Zaraz poletę691. Usmażyć to jajków Antkowi?
— A usmaż, jeno słoniną nie szafuj.
— Żałujecie to?
— Zaśby692. Ale co za tłusto, to może być i Antkowi niezdrowo.