Komornice wychodziły posobnie715 z lasu z brzemionami drzewa na plecach, zaś w końcu wlekła się Jagustynka, zgarbiona pod ciężarem prawie do ziemi.
— Odpocznijcie, a to wama716 już oczy na wierzch wyłażą.
Przysiadła w podle717, wspierając brzemię o drzewo i ledwie zipiąc.
— Nie la718 was taka robota — szepnął ze współczuciem.
— Juści, co już całkiem opadłam ze sił.
— Pietrek, a gęściej kupki, gęściej! — krzyknął do parobka. — Czemuż to waju719 nie wyręczą?
Jeno się skrzywiła odwracając zaczerwienione, bólne720 oczy.
— Takeście jakoś zmiękli, że ani was tera poznać.
— I krzemień puści pod młotem — jęknęła zwieszając głowę — bieda chybciej przeżre człowieka niźli rdza żelazo.