— Kto ma jeno lebiodę724 z otrębami, temu nie potrza725 mówić o biedzie.

— Bójcie się Boga, dyć przyjdźcież wieczorem, a znajdzie się jeszcze w chałupie jaki korczyk726 ziemniaków. Odrobicie we żniwa.

Zapłakała rzewliwie, nie mogąc wykrztusić tego słowa podzięki.

— A może ta i co więcej najdzie Hanka — dodał z dobrością727.

— Żeby nie Hanka, to byśwa728 już byli pozdychali — zaszeptała łzawo. — Juści, co odrobię, kiedy jeno będzie potrza. I nie za siebie mówię. Bóg ci zapłać! Cóż ta ja, ten śmieć jeno, co się go trepem następuje, ani wiedząc o tym, i do głodu niezgorzej wezwyczajonam, ale jak te moje robaki kochane zapiskają: babulu, jeść! a nie ma czym zatkać głodnych brzuchów, to powiedam, cobym se te kulasy odrąbała abo i z tego ołtarza zdarła i poniesła do Żyda, bych się jeno najadły.

— To znowuj siedzicie z dziećmi?

— Matkam przeciek. Ostawię to samych w takiej biedzie! A latoś729 jakby wszystko złe zwaliło się na nich. Krowa im padła, ziemniaki zgniły, że trza730 było kupować do sadzenia, wiater731 obalił stodołę, a do tego synowa po rodach ostatnich cięgiem732 chorzeje i wszyćko733 ostało na tej boskiej Opatrzności.

— Juści, bo Wojtkowi jeno gorzałka734 pachnie i pilno do karczmy.

— Z biedy się niekiej735 napijał, z czystej biedy, ale jak dostał w boru robotę, to ani już zajrzy do Żyda, niech drugie736 zaświadczą — broniła syna gorąco. — Biedocie to kużden737 kieliszek policzą! Pofolgował738 se Jezusiczek we złości, pofolgował, no, żeby się tak zawziąć na jednego głupiego chłopa. I za co? Cóż to złego zrobił? — mamrotała podnosząc w niebo groźne, pytające oczy.

— Małoście to na nich pomstowali? — rzekł z naciskiem.