Szczęściem, co powróciła Józka niosąc z pól zapaski czernic747, nasypała mu jagód w kapelusz i zebrawszy dwojaki pobiegła w dyrdy748 ku chałupie.
A Jagustynka nie doczekawszy się od niego ani słowa odpowiedzi jęła się dźwigać stękający.
— Poniechajcie! Pietrek, zabierz ich na wóz! — rozkazał krótko.
Chycił749 się znowu pługa i jakiś czas cierpliwie krajał spieczoną, twardą ziemię, przyginał się w jarzmie kiej750 wół, dawał się wszystek tej pracy, ale i tak nie zdusił tęsknicy.
Już mu się dłużył dzień, że raz po raz spozierał751 na słońce i niecierpliwymi oczami mierzył pole, spory kawał leżał jeszcze do zaorania. Jurzył się752 też w sobie coraz barzej i nie wiada753 laczego754 prał konie, a ostro krzykał na kobiety, bych755 się prędzej ruchały756! Tak go już cosik757 ponosiło, że ledwie ścierpiał, i takie myśle758 kłębiły się po głowie i przyćmiewały oczy, że coraz częściej pług mu się w rękach chybotał zadzierając759 o kamienie, zaś pod lasem tak się był zarył760 pod jakiś korzeń, aż krój761 się oberwał.
Nie było sposobu dalej orać, zabrał więc pług na sanice i założywszy wałacha pojechał do dom762 po nowy.
W chałupie było pusto i wszystko leżało rozbabrane i zamączone, a Hanka kłóciła się z kimś w sadzie.
— Paparuch! Na sprzeczki to czas ma! — mruczał idąc w podwórze, ale tam zeźlił się barzej, gdyż i ten drugi pług, któren763 wyciągnął spod szopy, zarówno był do niczego. Długo koło niego majstrował coraz niecierpliwiej, nasłuchując kłótni, bo Hanka już wykrzykiwała rozwścieklona:
— Zapłać szkody, to ci maciorę wypuszczę, a nie, to podam do sądu! Zapłać za płótno, co mi je zwiesną764 podarła na bielniku, i za te spyskane765 ziemniaki. Mam świadków na wszystko! Widzisz ją, jaka mądra, będzie se świnie wypasała na moim! Nie daruję swojego! A na drugi raz to twojej maciorze i tobie kulasy766 poprzetrącam! — jazgotała zajadle, że zaś i sąsiadka dłużną nie ostawała, to już kłóciły się na zabój, wytrząchając do się przez płoty zaciśniętymi pięściami.
— Hanka! — krzyknął zakładając se767 pług na ramiona.