Przyleciała rozwrzeszczana i rozczapierzona kiej kokosz.
— A to wydzierasz się, jaże768 na całą wieś słychać!
— Swojego bronię! Jakże, pozwolę to, bych769 mi cudze świnie pyskały po zagonach! Tyla szkody robią, to mam być cicho? Niedoczekanie, nie daruję! — wykrzykiwała, jaże770 przerwał jej ostro:
— Ogarnij się, a to wyglądasz kiej771 nieboskie stworzenie!
— Hale, do roboty będę się przybierała kiej do kościoła, juści772.
Popatrzył na nią wzgardliwie, boć wyglądała, jakby ją kto wyciągnął spod łóżka, i rzuciwszy ramionami poszedł.
Kowal był przy robocie; już z dala szczękały brzękliwe, mocne głosy młotów, a w kuźni huczał ogień i było gorąco kiej w piekle. Michał właśnie był odkuwał z pomocnikiem jakieś grubachne sztaby, pot mu zalewał twarz umorusaną, ale kuł niestrudzenie i jakby z zajadłością.
— Komuż to takie sielne773 osie?
— Do Płoszkowego woza! Będzie woził na tartak!
Antek przysiadł na progu skręcając sobie papierosa.