Głos miała jakby schrypnięty od rosy.

— Mogłem się to księdzu wymówić? — Chciał ją objąć, odepchnęła go.

— Nie figle mi ta w głowie, nie ceckania!

— Dyć cię całkiem nie poznaję! — Czuł się dotknięty.

— Jakąś me ostawił, takusieńką i jestem...

— A niepodobna do się... — Przysunął się bliżej.

— Nie zafrasowałeś się o mnie bez944 tyla czasu, a teraz się dziwujesz?

— Że już i barzej945 nie sposób, ale mogłem to przylecieć do cię, co?

— A ja ostałam jeno z trupem a ze zgryzotami! — Zatrzęsła się z zimna.

— I ani ci w głowie postało zajrzeć do mnie, co inszego miałaś w myślach!...