— Czekałeś to me946, Jantoś947, czekałeś? — wyjąkała niedowierzająco.
— I jak jeszcze! A to kiej948 ten głupi co dnia wisiałem u kraty i oczy wypatrywałem za tobą, i co dnia cię czekałem! — Nagły żal nim zatrząsł.
— Jezu kochany! A tak me skląłeś tam za brogiem! A takiś przódzi949 był zły! A kiej cię brali, to aniś spojrzał na mnie, aniś przemówił... Dobrze baczę950, miałeś to dobre słowo la951 wszystkich, nawet la psa jeno952 nie la mnie! To już myślałam, że się wścieknę!
— Nie miałem złości do cię, Jaguś, nie. Ale jak się dusza człowiekowi zapiecze w zgryzocie, to by i siebie, i wszystek świat wytracił...
Milczeli stojąc tuż przy sobie, biedro w biedro. Księżyc świecił im prosto w twarze. Dyszeli ciężko, szarpani gryzącymi spominkami953, oczy im pływały w zakrzepłych łzach żalów i udręki.
— Nie tak to me954 kiedyś witałaś! — rzekł smutnie.
Rozpłakała się nagle i rzewliwie kiej955 dzieciątko.
— Jakże cię to mam witać, jak? Małoś to me już pokrzywdził i sponiewierał, że tera956 ludzie patrzą na mnie kiej957 na tego psa...
— Ja cię sponiewierałem? To przeze mnie? — Gniew go przejął.
— A przez ciebie! Przez ciebie wygnała me958 z chałupy ta flądra, to świńskie pomietło! Przez ciebie poszłam na pośmiech całej wsi...