— Niech ci będzie na zdrowie! — zawołała przez płot i zniknęła.
Leciała do brata, niosąc mu cosik w zanadrzu.
Zastała Nastusię przy krowie chlipającej z cebratki; Szymon stawiał jakąś przybudówkę i sielnie gwizdał.
— Macie już krowę? — zdumiała się niezmiernie.
— A mamy! Co, nie śliczna? — mówiła z pychą Nastusia.
— Sielna krowa, musi być z dworskich. Kiedy kupiliśta?
— Juści, co krowa nasza, choć nie kupowalim! Jak ci wszystko rozpowiem, to się złapiesz za głowę i nie dasz wiary! A to wczoraj jakoś na świtaniu poczułam, że cosik tak się cocha o węgieł, jaże się buda zatrzęsła. Myślę sobie: „Pędzą na paśniki i świnia jakaś podeszła wytrzeć się z błota”. Przyłożyłam się i jeszczek nie usnęłam, a tu znowu cosik porykuje z cicha. Wychodzę, patrzę, krowa stoi przywiązana do drzwi, kłak koniczyny leży przed nią, wymiona ma wezbrane i wyciąga do mnie gębulę. Przetarłam oczy, bo mi się zdało, że mnie jeszcze śpik mroczy... Ale nie, żywa krowa stoi, porykuje i liże me po palcach. Juści, byłam pewna, że się odbiła od stada. Szymek też powiada: „Zaraz tu po nią przylecą!”. To mnie jeno korciło1089, że była przywiązana. Jakże, sama się przeciek na postronek nie wzięła. Ale przeszło południe i nikto po nią nie przyszedł. Wydoiłam, żeby jej ulżyć, bo już mleko gubiła z cycków. Przeszedł wieczór, przeszła i noc, rozpytywałam się na wsi, pytałam nawet dworskiego pasterza; nikto nie słyszał, żeby komu krowa zginęła. Stary Kłąb powiedział, że to może być jakaś złodziejska sprawa i lepiej krowę zaprowadzić do kancelarii! Żal mi, juści, było, ale trudno... W przypołudnie przychodzi Rocho i mówi: „Poczciwaś i potrzebnicka1090, to cię Pan Jezus krową pobłogosławił”. „Juści, krowy pewnie z nieba spadają! Nawet głupi nie uwierzy”. Ośmiał się na to i na odchodnym powieda: „Krowa wasza, nie bójcie się, nikt jej wam nie odbierze!”. Zrozumiałam, co od niego, padłam mu do nóg dziękować, ale się wyrwał. „A jak spotkacie pana Jacka”, powieda z prześmiechem, „to mu za krowę nie dziękujcie, bo was jeszcze kijem przeleje. Nie lubi dziękowań!”.
— To niby pan Jacek dał wam krowę?!
— Zaśby się nalazł kto drugi taki poczciwy la biednego narodu!
— Prawda, dał przeciek Stachowi drzewa na chałupę i tyla wspomaga!