Dziękowali jej ze wszystkiego serca, więc im powiedziała na odchodnym:
— Poczekajta, udobrucha się matka, to wam jeszcze coś niecoś udzieli.
— Nie potrzebuję, niech se moją krzywdą trumnę wyścieli! — wybuchnął Szymek tak nagle i z taką zapamiętałością, że już odeszła bez słowa.
Wracała do domu srodze zadumana, smutna i jakaś roztęskniona.
— A ja co? Ten badyl suchy, o któren nikto nie stoi1092 — westchnęła sieroco.
Kajś w pół drogi spotkała Mateusza. Leciał do siostry, ale zawrócił z nią i uważnie słuchał rozpowiadania o Szymkach.
— Nie wszystkim tak dobrze — powiedział jeno chmurnie.
Nie szła im rozmowa; on czegoś wzdychał, drapiąc się frasobliwie po głowie, a Jagusia zapatrzyła się na Lipce, całe w łunach zachodu.
— Hej, duszno też na tym świecie i ciasno — rzekł jakby do siebie.
Zajrzała mu pytająco w oczy.