— Cóż ci to? Krzywisz się kieby po occie.
Jął wyrzekać, jako mu się mierzi życie i wieś, i wszystko — i że pewnikiem pójdzie we świat, gdzie go oczy poniosą.
— To się ożeń, a miał będziesz odmianę — żartowała.
— Żeby to me chciała, którą mam w myślach. — Zajrzał jej w oczy natarczywie; odwróciła głowę niechętna jakoś i wraz pomieszana.
— Spytaj się jej! Każda za cie pójdzie, a niejedna już wygląda swatów.
— A jak odmówi? Wstyd będzie i zgryzota.
— To poślesz z wódką do inszej.
— Ja nie z takich... Upatrzyłem se jedną, to me do drugiej nie bierze.
— Chłopu to każda jednako pachnie i z każdą rad by przyjść do poufałości.
Nie bronił się, a jeno zaczął z innej beczki.