— Wiesz, Jaguś, a to chłopaki czekają jeno pory, żeby do cię słać z wódką.
— Niech se sami wychlają, nie pódę za żadnego! — wyrzekła z mocą, jaże się zastanowił; a szczerze powiedziała, gdyż żaden nie widział się jej milszym nad drugiego, juści, kromie Jasia, ale Jasio...
Westchnęła ciężko, z lubością oddając się spominkom o nim, że Mateusz, nie mogąc się dogadać, zawrócił z powrotem do siostry.
Ona zaś, wlekąc lękliwymi oczami po świecie, pomyślała: „Co on tam teraz porabia, co?”.
Zatargała się gwałtownie — ktosik ją objął znienacka i przyciskał.
— Nie ucieczesz mi teraz — szeptał namiętnie wójt.
Wyrwała mu się z pazurów, rozzłoszczona.
— Jeszczek raz me tkniecie, to wam ślepie wydrapię i takiego narobię piekła, jaże się cała wieś zleci.
— Cichoj, Jaguś, dyć gościńca ci przywiozłem. — I wtykał jej w ręce korale.
— Wsadźcie je sobie gdzieś, stoję o wasze podarunki co o ten patyk złamany!