— Dzieci pani pisarzowej przewinął i obtarł, to się ździebko przewietrzy.
— Juści, pani pisarzowa nie lubi takich fetorów na pokojach.
— Pokrótce to i porcenele1099 wynosić mu każą — przekpiwali.
— Hale, że to dziedzica jeszcze nie widać — dziwował się któryś, ale na to rzekł kowal z chytrym prześmiechem:
— Niegłupi się pokazywać!
Spojrzeli na niego pytająco.
— Juści, kto mu każe zadzierać z naczelnikiem? A przecież za szkołą głosować nie będzie. Mało by to musiał płacić za nią?! Mądrala!
— Ale ty, Michał, z nami trzymasz, co? — przytarł go natarczywie Mateusz.
Kowal skręcił się kiej przydeptana glista i odmruknąwszy cosik, jął się przeciskać do młynarza, któren przystąpił do chłopów i mówił do starego Płoszki głośno, by i drugie słyszały:
— A ja wam radzę, głosujcie, jak chcą urzędy. Szkoła potrzebna i żeby była najgorsza, to będzie lepsza od żadnej. A o jakiej zamyślacie, nie dadzą. Trudno, głową muru nie przebodzie. Nie zechcecie uchwalić, to i bez waszego przyzwoleństwa postawią.