Strażnicy skoczyli w naród i dalejże wołać:
— Szapki dołoj1105! Szapki!
— Poszedł ścierwo i nie plącz się pod nogami! — zaklął ktoś na nich.
A naczelnik, choć prawił słodziuśko, skończył nakazująco i po polsku:
— Uchwalcie zaraz podatek, bo nie mam czasu.
I srogo patrzał w twarze. Strach przejął niejednego, tłum się zakołysał, poszły trwożne i ściszone szepty.
— No co, głosujemy na szkołę? Mówcie, Płoszka! Jakże zrobim? Kajże to Grzela? Przykazuje głosować?! Głosujmy, ludzie, głosujmy!
Wrzało coraz głośniej, gdy Grzela wystąpił i powiedział śmiało:
— Na taką szkołę nie uchwalimy ani grosza.
— Nie uchwalimy! Nie chcemy! — wsparło go ze sto krzyków.