„Wracała z boru, on jechał i spotkali się”, pomyślał, ale w tym oczymgnieniu ukąsiło go cosik w serce; sposępniał i głuche, kolące podejrzenie zatargało kajś we wątpiach. „Nic drugiego, jeno się zmówili!”. Lecz dojrzawszy Jasiowe księże obleczenie i jego twarz taką jakąś świętą, uspokoił się, odetchnąwszy z niezmierną ulgą; nie poredził se jeno wyrozumieć Jagusi, dlaczego się tak była wystroiła do boru? I czemu tak modrzały jej ślepie roziskrzone? Czemu jej tak latały czerwone wargi, a biło od niej taką radością? Obiegał ją wilczymi, głodnymi ślepiami, gdy wypinając się naprzód wzdętymi piersiami, podawała króbkę1115, z której Jasio wybierał jagody, sam jadł i jej wtykał do ust...

— Prawie ksiądz, a chce mu się zabawiać kiej dzieciak — szepnął z politowaniem i wartko ruszył ku domowi, miarkując sobie po słońcu, jako musiało już być kole podwieczorka.

„Póki nie tknę tej zadry, póty i nie boli!”, myślał o Jagusi. „A jak to w niego łakomie patrzała, dziw go nie zjadła. A niechta, a niechta...”. Próżno się jednak otrząchał, zadra i tak dolegała mu do żywego. „A ode mnie to ucieka kieby od tej zarazy. Juści, nowe sitko na kołek... Szczęściem, co z Jasiem nic nie wskóra”. Rozjątrzał się coraz barzej: „Poniektóra to jak suka — poleci za każdym, kto zagwizda”.

Leciał prędko, ale nie poredził zgubić tych gorzkich wspominków. Jacyś ludzie go wymijali, ani spostrzegł kogo; uspokoił się dopiero pod wsią, gdyż dojrzał organiścinę, siedzącą nad rowem z pończochą w ręku — najmłodszy tarzał się przed nią w piasku, a stadko podskubanych gęsi szczypało trawę między topolami.

— Aż tutaj pani zawędrowała z gęsiami? — przystanął, obcierając spotniałą twarz.

— Wyszłam naprzeciw Jasia. Tylko go patrzeć, jak nadjedzie.

— Dyć ino co wyminąłem go pod lasem.

— Jasia! To już jedzie? — zakrzyczała, zrywając się na nogi. — Pilusie, pilu, pilu, a gdzie, szkodniki, a gdzie? — wrzasnęła, bo gęsi jakoś niespodzianie dopadły do żyta, stojącego nad drogą, i wzieny je zajadle młócić.

— Bryka stała pod figurą, zaś on rozmawiał se z jakąś kobietą.

— Pewnie spotkał znajomą i pogadają. To on tu zaraz nadjedzie. Poczciwa chłopczyna, on nawet obcego psa nie przepuści bez pogłaskania. A którąż to spotkał?