— Z kużdego się już prześmiewa! A harna kieby dziedziczka! — skarżyli się przy Mateuszu, który jeno westchnął żałośnie, gdyż nawet on tyla jeno wskórał, co mógł niekaj o zmierzchu pogadywać z Dominikową a patrzeć za Jagusią zwijającą się po izbie i słuchać jej prześpiewek.
Patrzał też i nasłuchiwał tak gorąco, że odchodził coraz chmurniejszy i coraz częściej zaglądał do karczmy, a potem w chałupie wyprawiał różne brewerie. Juści, co najbarzej dostawało się Teresce, że już chodziła ledwie żywa ze zgryzoty — toteż spotkawszy kiedyś Jagusię, odwróciła się od niej plecami i splunęła.
Ale Jagusia, zapatrzona kajś przed się, przeszła, nawet jej nie widząc.
Tereska, rozgniewana, zwróciła się do dzieuch, pierących nad stawem.
— Widziałyście, jak się to pawi! A to przejdzie i ani już spojrzy na kogo.
— A wystrojona jakby na odpust.
— Jakże, do samego połednia przesiaduje przy czesaniu.
— I cięgiem se kupuje wstęgi a stroiki — dogadywały zawistnie, bo znów od jakiegoś czasu, niech się jeno pokazała na wsi, chodziły za nią babie spojrzenia ostre kiej pazury i jadowite kieby żmije.
Brały ją też na ozory przy leda sposobności, a nicowały, że niech Bóg broni. Nie mogły jej bowiem darować, że się stroiła jak żadna i że była ponad wszystkie urodniejsza — żeby już nie spominać, co wyprawiała z chłopami.
— Wynosi się nad drugie, jaże trudno ścierpieć!