— I przystraja się kieby dziedziczka... I skąd to na to bierze?!
— Cie, a za cóż to wójt ma u niej łaski?
— Powiadają, jako i Antek nie skąpi — przepowiadały se na ucho gospodynie, zebrawszy się w opłotkach Płoszkowej.
— Antek dba tyla o nią, co pies o piątą nogę — wtrąciła Jagustynka. — Tam jest w przygodzie ktoś drugi! — Zaśmiała się tak domyślnie, że jęły ją molestować na wszystkie świętości; ale się nie wygadała, jeno im w końcu rzekła:
– Ja to plotów nie roznoszę. Macie oczy, to wypatrzcie same.
Jakoż od tej chwili sto par ślepiów jeszcze zacieklej poszło na prześpiegi trop w trop za Jagusią, kiej te gończe za zajączkiem.
Ale Jagusia, chociaż na każdym kroku spotykała te przyczajone, stróżujące ślepie, nie domyślała się niczego; co ją tam zresztą obchodziło, kiej mogła w każdej porze obaczyć Jasia i topić się w jego oczach na śmierć.
Na organistówkę zaglądała prawie już co dnia i zawdy w takim czasie, gdy Jasio był w domu — że nieraz kiej zasiadał z bliska i kiej poczuła na sobie jego spojrzenie, to dziw nie omdlewała z lubości, oblewał ją war, nogi się trzęsły i serce łomotało kieby młotem; zaś indziej, gdy w drugim pokoju nauczał siostry, to jaże dech przytajała, zasłuchana w jego głosie niby w tym słodkim dzwonieniu, aż organiścina spostrzegła:
— Co tak pilnie nasłuchujecie?
— Bo pan Jasio tak prawi naucznie1121, że niczego nie poredzę wyrozumieć!