— Jezus, Maria! Wojsko! — nogi się pod nią ugięły ze strachu.
— A Kłębiak co ino mówił, że kozaki ciągną od Woli — dorzuciła lecąca kajś Pryczkówna.
Jagusia przyśpieszyła kroku, w niemałej już trwodze dopadając chałupy. Matka siedziała w progu z kądzielą, a przy niej parę rozgadanych kobiet.
— Widziałam jak was, siedzą w ganku, a starsze u proboszcza na pokojach.
— A po wójta posłali Michała organistów.
— Po wójta! Moiściewy, to nie przelewki. Ho, ho, wyjdą z tego historie, wyjdą...
— A może jeno przyjechały ściągać podatki.
— Hale, to by jaże w tyla narodu przyjeżdżały, co? Musi być co drugiego.
— Pewnie, ale nic dobrego z tego nie wyjdzie, obaczycie, spomnicie moje słowa.
— To ja wam rzeknę, po co przyjechały — zaczęła Jagustynka, przystępując do nich.