Mateusz milczał — dusił go wstyd i zalewał mu serce taką gorzkością i taką dojmującą udręką, że poniósł się do karczmy i pił przez całą noc.
Cała historia migiem się rozniesła po wsi, a ku niemałemu podziwowi z wielkim też uważaniem rozpowiadali o Jaśkowym postąpieniu.
— Ze świecą nie najdzie takiego drugiego — mówiły rozrzewnione kobiety, srodze przy tym powstając na Tereskę, ale Jagustynka zapalczywie broniła.
— Tereska niewinowata! — wrzeszczała po różnych opłotkach, kaj jeno posłyszała, że bierą ją na ozory. — Smarkul to był jeszcze, kiej Jaśka wzieni do wojska. Ostała sama jedna, nawet przez dziecka, to i nie dziwota, co bez tyla roków zacniło się jej za chłopem. Żadna by nie przetrzymała takiego postu. A Mateusz zwietrzył kiej pies i dalejże bakę świecić, cudeńka prawić, na muzykę prowadzić, jaże i głupią zdurzył1133.
— Że to nie ma sądu na takich zwodzicieli — westchnęła któraś.
— Łeb mu już lenieje, a za kobietami jeszcze ciągnie.
— Kawalerska sierota, to kajże się pożywi, jak nie z cudzego — kpili parobcy.
— Mateusz też niewinowaty. Nie wiecie to, że jak suczka nie da, to i piesek nie weźmie! — zaśmiał się Stacho Płoszka i dziw go za to nie pobiły.
Ale wnet przestali o tym deliberować, gdyż żniwa były za pasem, dnie szły wybrane, suche i upalne, po wzgórkach żyta jakby się prosiły o kosy, a jęczmiona już dochodziły, to co dnia ktosik wychodził penetrować pola, zaś bogatsze już się oglądali za najemnikiem.
Zaś na pierwszego ruszył organista, wywiódłszy do żniwa kilkanaście kobiet; stanęła do sierpa nawet sama organiścina, wzięły żąć i córki, a stary miał nad wszystkim czuwające oko. Jasio przyleciał dopiero po mszy i niedługo się cieszył żniwami, bo skoro jeno podniesła się przypołudniowa spieka, wypędziła go matka, żeby se głowy nie przepalił na słońcu.