— Poszuka se cienia u Jagusi, w to mu graj — warknęła za nim Kozłowa.
W domu jednak było mu gorąco, nudnie i muchy tak cięły zapamiętale, że wybrał się na wieś i przechodząc koło Kłębów, dosłyszał jakieś przyduszone jęki, rozchodzące się z wywartej na rozcież chałupy.
Jagata leżała w sieniach pod progiem; w izbie było pusto, cały bowiem dom poszedł do żniwa.
Przeniósł ją do izby, położył na łóżko, napoił i tak cucił, jaże przyszła nieco do siebie i otworzyła załzawione oczy.
— Dyć już kończę, paniczku — uśmiechnęła się kiej rozbudzone dziecko.
Chciał zaraz bieżyć po księdza, przytrzymała go za sutannę.
— Panienka mi dzisia rzekła: „Gotuj się na jutro, duszo umęczona!”. Mam czas jeszcze, paniczku! Jutro... Dzięki ci, Boże miłosierny, dzięki! — jąkała coraz słabiej, prześmiech zatlił się na jej wargach, złożyła ręce i zapatrzona kajś, w jakoweś dalekości, zapadła jakby w głęboką duszną modlitwę; a Jasio, rozumiejąc, co już zaczęło się konanie, poleciał zwoływać Kłębów.
Zajrzał do niej dopiero po południu. Leżała w łóżku całkiem przytomna, skrzynka stała przy niej na ławie; wyjmowała z niej stygnącymi rękami wszystko, co se była nagotowała na tę porę ostatnią: czystą płachtę pod siebie i świeże obleczenie na pościele, wodę święconą, całkiem jeszcze dobre kropidło i spory kawał gromnicy, i obrazek Częstochowskiej do ręki, i nową koszulę, suty wełniak, czepek bujnie ururkowany nad czołem, wraz z chustą do zawiązania, i zupełnie nowe trzewiki — wszyćko śmiertelne wiano, użebrane przez całe życie, rozłożyła koło siebie, ciesząc się każdą rzeczą i chwaląc przed kobietami, zaś czepek nawet przymierzyła i przejrzawszy się w lusterku, szepnęła wielce szczęśliwa:
— Będzie galancie, na sielną gospodynię patrzę.
Przykazała, bych ją w te skarby przystroili jutro, zaraz od samego rana.