— Nie pódziesz, jucho, stąd?! A to kijem cię złoję, że popamiętasz.

Ale nie mogąc się ognać zbereźnikom, które jako te wróble obsiadały sztachety — a śmielsze nawet już pod okna się przebierały — to jeno przygrażał księżym cybuchem188 a wyklinał.

Nadeszła na to Hanka, przystając przy furcie.

— Szukacie to kogo? — zapytał, kusztykując do niej.

— Nie widzieliście kaj mojego ojca?

— Bylicy? Gorąc, że niech Bóg broni, to pewnikiem śpi se kajś w cieniu... Te! Jedrona pałka189! — krzyknął znowu i pogonił za chłopakiem.

A Hanka, strapiona wielce, poszła już prosto do domu i rozpowiedziała o wszystkim siostrze, która przyszła na obiad.

Ale Weronka jeno wzruszyła ramionami.

— Korona mu ze łba nie spadnie, że przystał do dziadów, a co nam będzie lekciej, to lekciej. Nie takie ano skończyły pod kościołem.

— Jezus, taki wstyd, żeby rodzony ociec na żebrach! A co Antek na to powie? Dopiero ludzie wezmą nas na ozory i powiedzą, żeśmy go wygnały po proszonemu.