Zażył tabaki, pokichał siarczyście i wycierając nos, zapytał:
— Dzisiaj pewnie będziecie radzili o działach, co?
— Juści, tak je niby we zwyczaju, co dopiero w oktawę — przytwierdzili.
— Otóż to! Właśnie o tym chciałem z wami pomówić! Dzielcie się, ale pamiętajcie: zgodnie i sprawiedliwie. Żeby mi nie było swarów ni kłótni, bo z ambony wypomnę! Nieboszczyk w grobie się przewróci, jeśli zobaczy, że jego krwawicę rozrywacie jak wilki barana! I broń Boże krzywdzić sieroty! Grzela daleko, a Józka jeszcze głupi skrzat! A co się komu należy, oddać święcie, co do grosza. Jak rozrządził majątkiem, tak rozrządził, ale trzeba spełnić jego wolę. Może on tam chudziaszek w tej chwili patrzy na was i myśli sobie: „Na ludzim ich wywiódł, gospodarkem niezgorszą ostawił, to się przecież nie pogryzą kiej psy przy podziale”. Mawiam ciągle z ambony: „Zgodą stoi wszystko na świecie, kłótnią jeszcze nikt niczego nie zbudował”. No, mówię, niczego, kromie232 grzechu i obrazy boskiej. A o kościele pamiętajcie. Nieboszczyk był szczodrym i czy na światło, czy na mszę, czy na inne potrzeby grosza nie żałował. I dlatego Pan Bóg mu błogosławił...
Długo przemawiał, jaże się kobiety spłakały i jęły mu w podzięce obłapiać kolana; zaś Józka przypadła mu nawet z bekiem do rąk, to ją przygarnął do piersi, a pocałowawszy w głowę, rzekł z dobrością:
— Nie bucz, głupia, Pan Bóg ma sieroty w szczególnej opiece.
— Że i rodzony nie powiedziałby barzej do duszy — szepnęła rozrzewniona Hanka; snadź i dobrodziej był wzruszony, bo wytarłszy ukradkiem oczy, częstował kowala tabaką i prędko zagadał o innym.
— A cóż, będzie zgoda z dziedzicem?
— Będzie, już dzisiaj pojechało do niego piąciu...
— To chwała Bogu! Już za darmo mszę świętą odprawię na intencję tej zgody!